wino, wino białe, wino wzmacniane

Baryłka pełna goryczy

Niema to jak wyczekiwać w napięciu na otwarcie jakiegoś wina i po otwarciu okazuje się, że zawartość butelki nadaję się do zlewu bynajmniej nie dlatego że jest korkowe…

Wydawało mi się że w ostatnim czasie jakby w Tesco trochę asortyment winny uległ poprawie, podejrzewałem że to wyniku konkurencji innych sklepów w tym segmencie i tak zapewne jest. Zaślepiło mnie to, że ostatnio rzeczywiście  udało mi się  tam kupić dwa razy całkiem ciekawe butelki a w Tesco taki wyczyn ( znalezienie 2 dobrych butelek przy jednej wizycie)  się zazwyczaj nie zdarza. Liczyłem że i trzecia będzie ciekawa. Przeliczyłem się…  Dałem się nabrać w zasadzie nie na wino ale na butelkę – imitację dobrego Porto. Bardzo ciekawa – brawa dla marketingowców. Nabyłem  Porto Saint Clair Tawny, producent C. Da Silva za 19 zł i wydawało mi się że to niezła okazja tym bardziej że biedronkowe porto w podobnej cenie jest całkiem przyjemne. O zgrozo! O naiwności moja! Zaraz po nalaniu do kieliszka zacząłem coś podejrzewać po barwie zupełnie nijakiej i zapachu najgorszego swojskiego wina wzmacnianego spirytusem.  Smak taniego sikacza imitującego porto przelał czarę goryczy.  I pomyśleć że pierwszą butelką tego wieczoru był biedronkowy chablis (Victor Berard Chablis 2010 – 29,99 PLN)  i wydawało mi się że jest przyjemny , przyzwoity ale bez fajerwerków a dodatkowo za drogi jak na tę jakość, a szczerze mówiąc  to trochę  kręciłem na niego nosem ostrząc sobie zęby na tę „perełkę” znalezioną w Tesco…  Z jaką radością powróciłem do jego  resztek które pozostały w butelce.


 

  • sirmajkel

    autor chyba nie wie co to jest porto skoro jest zaskoczony obecnością „spirytusu”, ale tak to jest kiedy przeciętny sklepowicz udaje znawcę wina na blogu.

    • GW

      Z pewnością moje doświadczenie z porto nie jest tak bogate jak szanownego czytelnika. Kilka porto w życiu jednak wypiłem i spirutus to nie jest zapach który w tego tupu winie powinien dominować. Zachęcam jednak do stałego czytania bloga a może zmienie to Pana zdanie na temat autora jako „przeciętnego sklepowicza”