jedzenie, wino, wino białe

Jakie jest twoje wspomnienie Tokaju?

Pamiętam moją pierwszą wizytę w Tokaju. Jakieś 13-15 lat temu. Rodzaj studenckiego wyjazdu. W czasach gdy jeszcze obowiązywał paszport. Gdy autobus kursowy relacji Rzeszów-Miszkolc wypełniony był przemytnikami i kontrabandą a jedynymi turystami byliśmy my.  Węgry jawiły się na tle Polski jako kraj o wiele większym dobrobycie a jedynym hotelem w mieście był Hotel Tokaj i wtedy miał rzeczywiście 3 gwiazdki. Pamiętam, że po drodze z dworca kolejowego do centrum miasteczka prawie w każdym domu można było kupić domowe wino. A większość piwnic było otwarta zarówno dla klientów jak i na klientów. Pamiętam smak tamtego Tokaju. Nie żaden wytrawny Furmint, w głównej mierze domowe słodkie wino – My przynajmniej takie wybieraliśmy. A było w czym bo domowy Samorodny można było kupić wprost z beczki do plastikowej butelki za szokująco niskie cenie. Pamiętam banderole naklejane na plastikowe  butelki. Długie, hologramowe jak na płytach CD. Dziś samo miasteczko to głównie atrapa na turystów. Większość piwnic jest pozamykana na cztery spusty. Stale działa tylko kilka i nawet podczas festiwalu wina niewiele więcej się otwiera. Najlepsze Tokaje kupuje się gdzie indziej choć nie tak znowu daleko. Dziś żeby kupić Aszu wprost z beczki trzeba się nieźle natrudzić, za drogi to towar i zwyczajowe degustacje z różnych beczek przed zakupem które kiedyś były darmowe dziś są płatne. Wtedy oprócz naszej czwórki w mieście było jeszcze dwóch Finów i to byli wszyscy zagraniczni turyści a był to Lipiec! Większość ludzi przyjeżdżała w zorganizowanych wycieczkach prosto do piwnicy, degustacja, zakupy i z powrotem do autokaru. To się akurat nie zmieniło. Tokaj jako region się zmienił, stał się w pełni profesjonalny a winnice są nowoczesne. Dla mnie na przestrzeni lat miasteczko   zostało obdarte z pewnego rodzaju romantyzmu. Zmienił się również  smak wina. Dziś króluje wytrawny Furmint, swoją drogą rewelacyjny, oraz wyśmienite ale drogie Aszu.  Jednak są jeszcze producenci,  którzy robią wino po staremu. Jednym z nich jest BABITS. Kiedyś przeczytałem  słowa Gabriela Kuczewskiego, że Babits robi  wina w rustykalnym stylu. W pełni się z nim zgadzam. Stara tokajska szkoła. Wina głównie słodkie i w przystępnych cenach. Smak starego Tokaju znajdziemy zarówno w  3 putonowym Aszu dostępnym w prawie każdym Węgierskim markecie w cenie ok 50 zł. jak i w innych słodkich Furmintach i Hárslevelű.  Warto zajrzeć wprost do wytwórcy jadąc drogą na Sátoraljaújhely wracając z Mad, winnic Tercal czy tak popularnego ostatnio Erdőbénye aby zapoznać się z całą paletą win, które oferuje. Co ważne, nie trzeba się umawiać bo jest tam prawie zawsze otwarte i proponują wszystkie swoje wina. Ceny nie przystają do innych regionalnych wytwórców bo są zazwyczaj niższe ale i wina są zupełnie w innym stylu.

Dziś wracam do smaków Tokaju mojej młodości. Otwieram półlitrową butelkę słodkiego Furminta od Babitsa. Tłustego, maślanego, owocowego o pięknej bursztynowej barwie, który przenosi mnie kolejny już raz w widły Cisy i Bodrogu gdzie zawsze będę wracał niezależnie od okoliczności.

babits