jedzenie, wino

Kulinarne dni wina.

Chciałam, śladem gospodarza tego bloga, także się podzielić wrażeniami z Dni Wina w Jaśle. Niestety li tylko kulinarnymi bo zawsze tak jest , że aby pic mógł ktoś, ktoś pić nie może:)

Wybierając się do Jasła liczyłam, mówiąc szczerze, na bogatą ofertę stoisk z lokalną żywnością. Nie do końca wróciłam zadowolona, aczkolwiek w porównaniu z poprzednimi latami gdzie oferta gastronomiczna była wręcz symboliczna, można było wybrać parę smakołyków. Przede wszystkim zakupiłam świeży, pachnący, chrupiący swojski chleb. Na stoisku można było spróbować różnych rodzajów chleba z prawdziwym smalcem – palce lizać ! Miłośnicy prozdrowotnych nalewek, syropów itp. mogli zaopatrzyć się w takowe na jednym stoisku, a miłośnicy wyrobów mięsnych na  kilku. Ogólnie dla mnie zbyt mały wybór produktów lokalnych, uważam że podobne imprezy powinny promować dobre jedzenie w równym stopniu jak wyśmienite wina:)

Przysmaki w Jaśle potraktowaliśmy jako przystawki, a więc należało upolować coś większego.Udaliśmy się do leżącej na trasie Jasło – Pilzno restauracji „Pod skałą”. Przyznam się szczerze, że mam kłopot z tym miejscem. Bywam tam  od czasu do czasu,a kilka lat temu byłam bardzo zadowolona z dań rybnych i z mojej ulubionej zupy borowikowej. Od około dwóch lat praktycznie za każdym razem gdy zamawiam jakieś danie to kuchnia zalicza wpadkę. A to zupa borowikowa nie ma grzybów, a to placki ziemniaczane są zrobione  z torebki, a to sos z grzybów leśnych, do tej pory według mnie chluba restauracji przeniesiona nawet do zaprzyjaźnionej „Konfitury” w Rzeszowie,  okazuje się zwykłym sosem pieczarkowym, przy czym w karcie o tej zmianie brak informacji…dramat.

Wróćmy jednak do sierpniowego weekendu 2015r., z duszą na ramieniu składam zamówienie bo ostatecznie to ja zaproponowałam to miejsce , a znajomi głodni…Zdecydowaliśmy się w większości na polędwiczki wieprzowe w sosie grzybowym, do tego ziemniaki z wody i kapustę zasmażaną. Efekt?  Zdjęcie poniżej:

DSC_0942

Bardzo przeciętnie, prawda? A czego na zdjęciu nie zobaczycie ? Kapusta lekka, odrobinę słodkawa, całkiem przyjemna. Nie za ciężka, jak na  ciepły, letni dzień. Ziemniaki byle jak obsypane koperkiem, suche, bez wyrazu. Sos śmietanowy, mało pikantny, mało wyrazisty ot dla każdego…czyli dla nikogo. A teraz punkt kulminacyjny – polędwiczka wieprzowa – moja na granicy, a koleżanki surowa! Podobnież to największy grzech podać surową wieprzowinę. Zgadzam się, najłatwiej się zatruć. Największe moje zdziwienie wywołała reakcja kelnerki, która rzuciła w pośpiechu „no wie Pani, my wpływu na kuchnię nie mamy….”. Ja rozumiem takie podejście w podrzędnej knajpie osiedlowej, ale w restauracji, która w okolicy ma kilka podobnych obiektów w ramach konkurencji ??? Zamówiony chłodnik był dobry, podobnie jak buraczki podane jako dodatek do dania. Niemniej jednak  nie mam ochoty na więcej eksperymentów w tym lokalu, a szkoda bo miejsce jest atrakcyjne i ma naprawdę duży potencjał.

Tak tylko na marginesie, aby nie robić konkurencji 😉 gospodarzowi wspomnę tylko, że w ramach trudu bycia kierowcą i towarzyszenia na trzeźwo ludziom pijącym,  zostałam obdarowana przez jednego z winiarzy, w ramach „rekompensaty”,  tą oto butelczyną:

DSC_0972

Nie mam przeogromnego wachlarza doświadczeń z tym rodzajem wina, ale był to najlepszy Pinot Nor jaki piłam do tej pory! Był  nienachalny, ale bogaty w smaku…Nie narzucał się, nie wyrywał do przodu, ale długo smakował. Polecam gorąco!

Przy okazji ostatniego wpisu chwaliłam się, że aby zjeść rybkę, konkretnie pstrąga, nie muszę jechać kilkaset kilometrów. I oto dowód:

DSC_0058

Dolina Pstrąga w Machowej, pstrąg świeży, soczysty, delikatny. Nic dodać, nic ująć. Danie podane szybko, mimo wielu gości. Jeszcze nie zdarzyło mi się, aby sala świeciła pustkami, tak więc restauracja cieszy się dużą popularnością. Dodatkową atrakcją jest spory grill na zewnątrz, gdzie przy nieco okrojonej liczbie dań także można wyśmienicie się posilić:) Co do dodatków, po prostu wybaczcie frytki…;-) Surówki świeże, najlepsza jak dla mnie jest marchewka z brzoskwinią.Zamierzam dzielnie eksplorować kartę dań Doliny Pstrąga, więc spodziewajcie się kolejnych wpisów…