Bez kategorii, wino, wino różowe

Miłe wspomnienia przy kiepskim winie na Winne Wtorki

Sebastian „Zdegustowany” Bazylak z okazji majówkowych Winnych Wtorków zaproponował aby blogerska brać podjęła się tematu różowego Grenache. W sumie temat wydawał się łatwy i przyjemny o ile zakładamy, że weekend majowy będzie ciepły. Nikt z samym pomysłodawca na czele nie mógł przewidzieć, że pierwsza tegoroczna majówka nie będzie nas rozpieszczać słońcem. Słowo się rzekło kobyłka u płota. Rozpocząłem poszukiwania różowego Grenache lub kupażu w którym ten szczep dominuje. Jako, że w ostatnim czasie nie byłem w Paryżu, Madrycie a nawet w Warszawie czy Krakowie zdobycie odpowiedniego wina okazało się problematyczne. Byłem zdecydowany aby odpuścić te WW ale wtedy natrafiłem na ciekawą z punktu widzenia winofana flaszkę. W Carrefourze kupiłem różowe Sidi Brahim za niespełna 18 zł. Ciekawa ze względu na pochodzenie bo to wino tunezyjskie. Kupażu Grenache i Cinsault uprawiany u podnóża Gór Atlas. Sam producent chwali się tym, że wino wytwarza od 1924. Niestety nie wspomina, że w chwili obecnej właścicielem firmy jest światowy gigant Groupe Castel i stąd jego obecność na półkach w Carrefour.

FullSizeRender (18)

Dla mnie to wino było również ciekawe z innego względu. Otóż swego czasu spędziłem podróży poślubna w tunezyjskich okolicznościach i pamiętam, że zakup wina ( innych alkoholi  zresztą również ) poza hotelem do najłatwiejszych nie należał. W związku z tym, że z żoną nie należymy do podróżników chołubiących jakiekolwiek wydanie „all inclusive” namiętnie odwiedzaliśmy lokalne sklepy i bazary w poszukiwaniu egzotycznych dla nas przysmaków. W sklepach wybór ograniczał się praktycznie do jednego rodzaju wina – różowego właśnie i jednego rodzaju piwa, cięższych alkoholi nie szukałem wiec nie wiem czy były. Ograniczony wybór nie stanowił to dla nas żadnego problemu. Raczyliśmy się tym wtedy niezłym winem i paliliśmy sziszę na balkonie z pięknym widokiem na nadmorską promenadę. Pamiętam jeszcze, że można było tam kupić wyśmienita lokalną oliwę w litrowych puszkach w cenie polskiego oleju i fantastyczną harissę. Te wszystkie wspomnienia spowodowały, że sięgnąłem po butelkę wspomnianego Sidi Brahim. Pierwsze wrażenie to ciekawy rdzawy kolor. Aromat jak na róż jest mocno kontrowersyjny. Trochę likierowego, miodowego zapachu,  delikatnie zioła i kwiaty. Nic co w żaden sposób jesteś w stanie skojarzyć z winem różowym. W smaku nie specjalne, słaby owoc i brak treści. Jakby rozwodnione. Generalnie cienkusz. Rocznika na etykiecie nie podano ale barwa sugeruję, że może długo leżeć na marketowej półce. Mam tylko nadzieję, że nie od 1924. Pewnie przy  saharyjskim upale dało by radę ale przy niepewnej majowej pogodzie zupełnie się nie sprawdza. Mam dobre wspomnienia po tunezyjskim winie i przy nich zostaje a Sidi Brahim ich nie zepsuje.

A pozostali blogerzy piszą tak: Zdegustowany, Enowersytet, Italianizzato, Blurppp,