jedzenie, podróże

Wizyta w Euskadi

W miniony weekend miałam niezmiernie przyjemną okazję odwiedzić, według mojej subiektywnej oceny, jedną z najlepszych restauracji  w Krakowie – świeżo otwartą „Euskadi – kuchnia baskijska”, mieszczącą się przy ul. Brodzińskiego 4.

Stolik został zarezerwowany jeszcze przed otwarciem restauracji właściwie dzięki zamiłowaniu jej właściciela i mojego męża do sztuki śpiewu. Tak, szef kuchni jednej z najlepszych londyńskich restauracji serwującej dania z półwyspu iberyjskiego – oto dowód http://www.redonline.co.uk/food/editors-choice/londons-best-spanish-restaurants, https://munchies.vice.com/en_us/article/the-best-turbot-is-grilled-in-a-basket-and-smothered-with-olive-oilhttp://www.donostia.co.uk/blog/we-are-pleased-to-announce-the-opening-of-our-second-restaurant-lurra, niegdyś w śpiewał w chórze. Aż chciałoby się opowiedzieć parę  historyjek o tym,  jak to młodzi chórzyści spędzali wolny czas pomiędzy próbami i koncertami, ale mam bezwzględny zakaz przytaczania pikantnych historyjek z tamtego okresu 🙂 W każdym razie nasz utalentowany szef powrócił do kraju przodków i otworzył miejsce ….gdzie,  przy wyśmienitym jedzeniu i winie, można zapomnieć o całym złu tego świata.

My na początek uraczyliśmy się kilkoma przystawkami – pintxos: pulpetami wołowymi z sosem pomidorowym i serem Idiazabal, ratatouille z sadzonym przepiórczym jajkiem, hiszpańskimi krokietami z szynką, papryczką pequillo faszerowaną musem z dorsza z sosem z sepii oraz rewelacyjną przystawką spoza karty – kalmarami faszerowanymi kiełbasą chorizo. Krokietami i ową papryczką mogłabym zajadać się, nie kłamię, cały dzień. Były tak delikatne i puszyste w środku, że dosłownie rozpływały się w ustach. Do kalmarów zaś zamówiliśmy po kieliszku białego wina – Marieta Rias Baixas Albariño. Wino świeże, owocowe świetnie połączyło się z kalmarami, a kropką nad i był sos z sepii.

Z dań głównych smakowaliśmy ośmiornicy z pieczonymi ziemniakami, która okazała się fenomenalna, miękka, lecz nie rozgotowana, która z pieczonym ziemniakiem tworzyła duet idealny.

IMG_5132

O klasycznym daniu z karty czyli policzkach ze świni iberyjskiej karmionej żołędziami i ziołami
na puree z pasternaku nie będę się rozpisywała, bo żadne słowa nie oddadzą doskonałości tego dania. Trzeba je po prostu spróbować i słowa staną się zbędne. Natomiast koniecznie muszę wspomnieć o kolejnym daniu spoza karty – „Pluma iberica”, czyli polędwica świni iberyjskiej, przy czym jest to specjalny, stosunkowo niewielki mięsień znajdujący się na końcu polędwicy. Wysmażony, podany na puree z bakłażana  – prawdziwy rarytas.

Do powyższych dań zamówiliśmy prostą sałatę rzymską z sardelą i chrupiącym boczkiem, gdzie prawdziwą królową okazała się sardela, która, ku memu zaskoczeniu, okazała się być marynowana.

Nasz apetyt rósł w miarę jedzenia więc nie odmówiliśmy sobie dania prostego, klasycznego, którego w ogóle nie braliśmy pod uwagę jako zbyt zwyczajnego. I ? Zamówiliśmy tortillę klasyczną z wiejskich jaj. Zjedliśmy. I ja natychmiast zamówiłam to danie po raz wtóry. To był hit! Danie, wydawałoby się, proste, ale tak dopracowane w każdym szczególe, że skradło moje serce. Ziemniaki i cebula uprzednio specjalnie przygotowane, a następnie na  świeżo przyrządzone
wraz z jajkami. Tortilla na brzegach zwarta, chrupka, a im bliżej środka staje się coraz bardziej miękka, lekko płynna.

IMG_5133

Z win wybraliśmy jeszcze  Cal y Canto – czerwone, wytrawne wino z regionu Tierra de Castilla, szczep Tempranillo, Merlot, Syrah, gładkie  z wyczuwalną nutą wiśni i pieprzu – znakomicie spełniło swoją rolę, chociaż muszę zaznaczyć, że w smaku blisko mu do półwytrawnego.

Na deser skosztowaliśmy karmelizowanej brioszki namaczanej w mleku z lodami miętowymi. Pyszne, ale byłoby doskonałe  gdyby lody były wyrabiane na miejscu…

Powiedzieć, że było wspaniale, wybornie –  to nic nie powiedzieć. Tego wszystkiego trzeba spróbować i samemu ocenić. Natomiast  jedno jest pewne – najważniejszy jest produkt, produkt i jeszcze raz produkt a właściciel tego rozkosznego miejsca rozumie to jak mało kto!

Prosto z ulicy wejść i uraczyć się tymi smakołykami raczej się nie da, byliśmy świadkami jak raz na 10 min przemiłe panie kelnerki musiały grzecznie, acz stanowczo odmawiać jadła i napoju wskazując stoliki z napisem „rezerwacja”, „rezerwacja”, „rezerwacja”…

I jeszcze na koniec – takiego profesjonalnego, miłego, życzliwego personelu każdemu szefowi kuchni i właścicielowi restauracji życzę 🙂

Smacznego !