Bez kategorii

Zmagania z Bobalem

IMG_4237
W oczekiwaniu na zbiór trochę się poopalam.

Jesienią ubiegłego roku podczas krótkiej wizyty w Hiszpanii miałem okazje  odwiedzić Utiel-Requena. Opisywałem ten region już wcześniej więc nie będę was tutaj zanudzał kolejny raz tym samym tematem. Odsyłam do jesiennych wpisów. Niemniej jednak ta wizyta wraca do mnie za każdym razem gdy otwieram wina przywiezione z tamtego wyjazdu. Temat wraca i wcale nie jest to powrót przyjemny. Na miejscu próbowałem kilku niezłych win ze szczepu Bobal z którego ten region słynie i kilka flaszek zabrałem ze sobą do Polski. Teraz jednak okazuje się ze przywiezione butelki nie są już takie dobre jak by mogły się wydawać a przynajmniej jakie wydawały się na miejscu w Hiszpanii.

Pierwszą butelką, która się nie udała była podarowana przeze mnie Szymonowi z bloga dolinamozeli.blog.pl przy okazji świąt Bożego Narodzenia. Miałem kilka możliwości,  które mogłem na blogerskie mikołajki podarować i pech chciał, że sprezentowałem wino korkowe. Szymon co prawda wybrnął z tego publikując filmik wyjaśniający na czym polega wada korkowa w winie ale niesmak pozostał. Poniżej ten właśnie ten film.

Co zrobisz, nic nie zrobisz jak mawiał klasyk po prostu pech. Niedawno otwarłem z kolei kolejnego Bobala i tutaj o wadzie korkowej mowy być nie mogło bo korek był silikonowy. Wino nazywa się Primum Bobal 2014 i w założeniu miało to być prostym  wprowadzeniem  do szczepu. Wizytówka regionu, sygnowane przez kilka lokalnych bodeg i wyprodukowane z owoców dostarczonych przez każdą z zaangażowanych w projekt winiarni.  Pomysł w założeniu bardzo dobry ale jak to zazwyczaj bywa, gorzej z wykonaniem. O ile cały koncept marketingowy należy pochwalić ( a to jednak w Hiszpanii nie jest oczywiste) to samo wino nie do końca spełnia swoją role. Co prawda w aromacie wydaję się zachęcający i szczodry. Mamy tutaj intensywne czerwone owoce głównie wiśnie i porzeczki. Niestety smak nie jest już taki obiecujący jak  aromat. Delikatnie kompotowy o ledwie zarysowanej taninie i niskiej kwasowości. Jeśli to wino ma kogokolwiek zachęcić do bliższego poznania szczepu to nie wiem czy spełni swoją rolę. Jeśli natomiast ma to być coś niezobowiązującego to pod takim warunkiem można to zaakceptować.

FullSizeRender (2)

 

Takie oto mam zmagania z Bobalem i coraz częściej rozglądam się za jakimś na miejscu w Polsce żeby jakoś zmyć te nieprzyjemności. Ironią losu pozostaje to, że z win przywiezionych z Requenii najlepszą flaszką okazała się ekologiczna wytrawna Cava (sic!) a przecież ten region nie z tego słynie.